W sobotę dzięki Ewie przypatruję się z bliska oryginalnemu Portretowi Rodziny Arnolfinich. Luca podsuwa mi całkiem interesującą książeczkę Consciousness. A very short introduction. Iwona uświadamia mi (w krótkim mailu), że mam w sobie jeszcze dużo jadu. Stella uczy mnie przydatnego słowa ranocchio. Brian sprawia, że praca staje się trochę bardziej przyjemna. Beata przypomina mi o najprostszym i najbardziej znaczącym je suis la. Dzięki Marcie i Marcinowi być może w kwietniu będę w Lizbonie. Paulina utwierdza mnie w przekonaniu, że heterycy mają trudniej, ale w tym samym momencie historia Michała równoważy tę tezę. Rafał staje się realnym bohaterem wiersza Il Sogno Dehnela, przy którym zawsze płaczę.
chuj z tego można zrozumieć
większość heteryków ma sytuację nie do pozazdroszczenia, poważnie
A ja czytam Ciebie i jestem wypelniona uczuciami, mieszaja sie, mowia mi, ze zyje. Je suis la.