Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Krawędzie

2 Comments 18 June 2010

Dla niektórych to szaleństwo, podejmować ważne decyzje w ciągu dziesięciu minut. Bez planu, bez strategicznego rozłożenia wszystkich elementów, bez skrupulatnego pozamykania starych spraw, na dodatek z optymizmem, z tym irytującym ‘musi się udać’, z rozbujaną nastoletnią emocjonalnością mimo starczego wieku, z pewnością.

Dla takich szaleństw się żyje, tylko wtedy pojawia się pierwotne poczucie wolności, bo nie ma się przecież hipoteki, ani wielkich długów, przez które każda noc może być koszmarem, albo zobowiązań wymagających miesięcznych wypowiedzeń lub przynajmniej słów ‘przepraszam, nie mogę’. Dwadzieścia kilogramów okazuje się ciężarem idealnym, aby upchnąć w nim całe swoje życie, i wcale, ale to wcale nie jest żal, że coś się zostawia, bo wie się, że – tak samo jak poczucie wolności – pierwotną potrzebą jest potrzeba zmiany i poszukiwania, wymagająca trochę większego wysiłku i bardziej odważnych decyzji, niż wpisanie w wyszukiwarkę internetową pytania ‘co dalej?, albo zmiana zdjęcia profilowego na portalu społecznościowym.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Rozmiar zmiany

2 Comments 15 June 2010

Maja zawsze przestrzegała mnie przed używaniem wielkich kwantyfikatorów , na co w ogóle nie zważałem, szafując nimi bez opamiętania, dając wyraz swojej pewności i niezmiennej konsekwencji. Teraz, po pewnym – wcale niezbyt długim – czasie, moje ‘nigdy’ zmieniło się najpierw w ‘może’, a potem w ‘dlaczego nie?’ (mógłbym na końcu użyć ‘na pewno’, wyciągam jednak wnioski).

Zainspirowany intelektualno-emocjonalnym odważnym wyznaniem Sosnowskiego, który po mistrzowsku odpowiada na ‘kim jestem?’, zadaję sobie to samo pytanie. Jestem kimś, kto zawsze wierzy swoim podejrzeniom i idzie tam, gdzie wydaje mu się, że jest coś, czego szuka. Kimś, kto bez cienia wstydu zamienia ‘nigdy” na ‘dlaczego nie?’. Kimś, kto boi się tylko śmierci rodziców i fizycznego bólu, którego nie da się wytrzymać. Kimś, kto wątpi w ludzi, a na przyjaciół wybiera tylko tych, których nie może nazwać gówniarzami albo tchórzami. Kimś, kto się stara, ale też kimś, któremu wszystkie rzeczy rozpadają się w rękach.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Widzenia

Comments Off 12 June 2010

Wizyta w łazience jest dla mnie zawsze punktem obowiązkowym, gdy odwiedzam jakąś galerię. Zazwyczaj utrzymane w bieli, ze sporą liczbą luster, pozwalają na spojrzenie sobie w twarz po kilku godzinach obcowania z czymś, co przynajmniej teoretycznie powinno nas zmienić. Wchodząc do bijącego światłem sześcianu, można mieć czasami szczęście (jak ja dzisiaj) i być samemu, kontemplować zupełnie na spokojnie, bez martwienia się, że ktoś patrzy albo ocenia (jeśli nie umyję rąk po zrobieniu siku). Jest to pierwszy etap konfrontacji, z samym sobą, chwilę po tym, jak obejrzało się srebrne i złote pisuary, zaskakującą ogromną kostkę mydła imitującą brzuch i klatkę piersiową człowieka, z podziałem na męską (z włosami) i żeńską (z piersią), przypominającą na dodatek worek, ale świetnie wyrzeźbiony. Na stołach, nad którymi zwisały wielkie żarówki, dostarczające jajkom ciepła jak w wylęgarniach, leżały niedokończone projekty dziwnych budynków, instalacji i konstrukcji, a tuż obok strażnik z pobielonymi włosami przechadzał się nerwowym krokiem, jakby nabrał tego nawyku w więzieniu.

Potem się skonfrontowałem w łazience i nie dostrzegłem żadnych zmian. Drugi etap konfrontacji następuje po wyjściu, bo świat zewnętrzny najczęściej ma się nijak do tego, co ogląda się w galeriach, ale gdy wyszedłem, było mi wszystko jedno. Skręciłem na wschód i szedłem zazwyczaj zatłoczonymi wąskimi uliczkami, w których sprzedaje się ubrania wszystkich rodzajów. Teraz stały tam tylko zardzewiałe, puste wieszaki i nie miały w sobie nic z życia, które na co dzień dodają im kolorowe sukienki, futra, plażowe kapelusze, okulary przeciwsłoneczne za niecałe pięć funtów, spodnie na każdą figurę, chustki, buty i wisiory. Zobaczyłem w tamtym momencie i nieco później opustoszałe miasto, które być może przygotowywało się na wieczorne futbolowe rozpaczanie albo fetowanie, całkiem prawdopodobne jest też to, że skonfrontowali się rano, w swoich łazienkach, ze sobą, i doszli do wniosku, że jest im wszystko jedno.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Elektroujemny

1 Comment 10 June 2010

Każdego ranka ze zdumieniem patrzę na wielki billboard z reklamą Izraela, która pojawiła się kilka dni po ostatnich palestyńskich wydarzeniach, obwieszczającej wszem i wobec uroki tej gorącej i pełnej przygód, a przede wszystkim wyzwań, destynacji. Wiadomo nie od dziś, że Izrael już nie frunie, ale czy podróżowanie tam jest jednoznaczne z popieraniem ekstremistów, albo czy pieczątka z jakiegoś arabskiego kraju w paszporcie świadczy o przynależności do świata rządów silnej (męskiej) ręki?

Potem, już w pracy, rozmawiam z Marianą o rumuńskich baptystach i ortodoksach, zakazach picia/palenia/zabawy i o tym, czy wiara w boga musi być naprawdę zawsze religijna, manifestowana w kościołach, na ulicach i życiu codziennym, albo o tym, jak trudno jest dwóm rodzinom przeciwnych religii nawiązać głębokie więzi.

Na koniec, spacerując w swoim ogrodzie i starając się głęboko oddychać (na trzy oddechy dwa są powiązane z dymem papierosowym), zastanawiam się ile razy można zacząć swoje życie, a jeśli w ogóle można, to jak dużo czasu powinno upłynąć pomiędzy początkami.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

The brave one

2 Comments 09 June 2010

Dostałem dziś katalog jednej ze znanych marek, na okładce którego przeczytałem hasło: “Man should be brave!”. Trafili w sedno. Za chwilę znowu udowodnię, że jestem.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

London. Second chance

Comments Off 05 June 2010

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Czarni jak węgiel

2 Comments 03 June 2010

Przed kościołem na Commercial Street stoi, obiektywnie całkiem ładna, czterometrowa okrągła budka imitująca urnę, w której sprzedają kawę. Wygląda to wszystko naprawdę zjawiskowo. Wyobrażam sobie, że do każdego kubka creamy latte dołączany jest formularz z pytaniem “Kremacja? Tak/Nie”.

Pamiętaj o śmierci. Pamiętaj o kawie. Lub w odwrotnej kolejności.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Terytorium

6 Comments 30 May 2010

Eklektyzm to z pewnością jedno ze słów kluczy do zrozumienia Londynu i wszystkich tych małych domków z ogrodami, w których dzieje się tyle ciekawych rzeczy. Osoby, z którymi mieszkam, z pasją przygotowywały przez cały dzień strawę na wieczorne eurovision party, ostrzyły ołówki i szykowały białe kartki do zapisywania swojej własnej punktacji dla poszczególnych krajów. Podstarzały Hiszpan ze starannością zamyka swój pokój po wyjściu z niego i po wejściu, zgrzyt zamka słyszę regularnie, wieczorami w odstępach kilkuminutowych. Pakistańczyk gotuje sobie curry na cały tydzień, pakując je do pięciu plastikowych pudełek, każde z nich ma nieco inny kolor, ale jestem pewien, że to ta sama potrawa. Węgier i Brazylijczyk już wkrótce będą świętować swój ślub, ten drugi także wejście do strefy Schengen. Czas do tego momentu wykorzystują do cna, obwiązując się trzy razy w tygodniu beżowymi bandażami z jakimś magicznym specyfikiem, co ma im zapewnić młodość i szczupłe sylwetki. Wszyscy są wyznawcami kultu Maximuscle, a ich proszkowane preparaty zajmują sporą przestrzeń w kuchni, która coraz bardziej przypomina sklep chemiczny. W przedpokoju potykam się o białe flip flopy, tekturowe ściany tego solidnego brytyjskiego domu z łatwością przepuszczają melodie lady gagi i rihany, chcąc nie chcąc mam więc zapewnione co jakiś czas top 10.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Formy

2 Comments 29 May 2010

Najczęstszym błędem jest chyba roszczenie wobec życia specjalnego traktowania, wymaganie od niego, by cały czas było dobre, dawało nam jak najwięcej powodów do zadowolenia, rozpieszczało, pieściło i kochało. Nasłuchawszy się w dzieciństwie bajek i przegapiwszy etap przejścia do dojrzałości, można się naprawdę bardzo zawieść. Przyjaciele nie zawsze ratują w potrzebie, książę zazwyczaj się spóźnia, albo myli drogę i zadowala się przydrożną kurwą, która wbrew oczekiwaniom wszystkich bardziej pasuje do jego oczekiwań niż ubrana w jedwabną błękitną suknię pachnąca księżniczka. Sny bywają ciężkie i rzadko kiedy przynoszą prawdziwy odpoczynek, natura organizuje co roku kilka kataklizmów, zmęczona wiecznym przypisywaniem jej dobra i piękna, kategorii, które powinny skończyć swój żywot w antyku.

Okazuje się więc w pewnym momencie, że to wszystko jest całkowitym przeciwieństwem historii znanych z książek, albo tych, które z niezwykłą wprawą opowiadali nam rodzice i opiekunowie, przekonani o swojej słuszności, ubierający pociechy w różowe ubranka, karmiący je czerwonymi jabłuszkami startymi na niebieskiej bajecznej tarce i posypanymi cukrem, jakby naturalna słodycz była niewystarczająca. I te niezliczone historie jak bardzo dziadek kochał babcię, albo jak Niemcy okazywali się dobroduszni, albo jak tata przez dwa lata starał się o rękę mamusi, przemierzając każdego dnia pięciokilometrowe pole, zbierając po drodze żółte mlecze i fioletowe chabry, które wpinał jej potem w kasztanowe włosy, gdy spędzali razem słodkie chwile na ustawionej w cieniu wielkiej jabłoni huśtawce, pocąc się od sierpniowego słońca, pokazującego z pełną bezwzględnością jak piękny jest świat w tak jasnym świetle.

Potem zaczyna się coś dziać, bo przychodzą bezsenne noce, podczas których twoje płuca kurczą się do tego stanu, że oddech jest nie głębszy niż pół paznokcia, albo dwuletnie dziecko sąsiadów zostaje wgniecione w rozgrzany czarny asfalt przez pędzący samochód, którego kierowca nawet nie poczuł, że przejechał jakąś przeszkodę, albo ktoś, kto wmawiał ci latami swoją miłość z dnia na dzień dochodzi do wniosku, że to nie było prawdziwe uczucie, a ponieważ jest wyznawcą prawdy absolutnej, musi odejść, zostawiając cię przy drzwiach ze słowami, które wykrzykiwałeś zazwyczaj do swoich wrogów, coś w rodzaju ‘pierdol się’.

I wtedy przestajesz rozumieć ten cały mechanizm, którego teoria przekazywana nam przez innych wyglądała naprawdę zachęcająco, a który w praktyce nie sprawdza się w ogóle, jest ostentacyjnym sprzeniewierzeniem się wszystkim tym bajkom, historiom i zapewnieniom. Wtedy nie wiesz, co robić, bo zaufani ludzie okazali się kłamcami, albo przynajmniej niedouczonymi sztubakami. Czekasz więc na zmianę sytuacji, łudząc się, że tylko na chwilę istota wszechmocna odwróciła głowę w drugą stronę, stąd ten chaos i rozpasanie. Czekasz i wierzysz, bo łatwiej wierzy się w rzeczy dobre, że bajki, historie i zapewnienia za chwilę wejdą na swój właściwy tor i wszystko wróci do normy.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Maskowanie

1 Comment 25 May 2010

Ich odpowiedzi i historie nie są jednak prawdziwe. Mają dziwną potrzebę udawania, wprowadzania w błąd, kluczenia i maskowania. Młody Pakistańczyk, który właśnie zamieszkał w moim domu (a jego pierwszym śniadaniem ku mojemu niezdziwieniu i śmiechowi było curry), zapewnia, przykładając swoją śniadą dłoń do serca, że nie jest gejem, mimo że noce spędza ze swoim przyjacielem Adamem, którego wzorzyste długocholewowe buty straszą mnie w korytarzu, i podpiera się ideą nieczarno-białego świata.

Diego z uśmiechniętą twarzą informuje zainteresowanych, że trochę zna francuski, bo jego dziewczyna jest z Francji, i nie jest to aż tak wielkie kłamstwo, bo płeć nie zawsze ma znaczenie. Albo ci wszyscy uliczni zagubieni i próbujący dostać się do domu, którym zawsze brakuje 3 funtów na bilet. Albo ci za wyćwiczonym latami uśmiechem skrywający kumulowane – też przez lata – emocje, znajdujące ujście dopiero w domu. Albo ci w koszulach od Prady, pretendujący do bycia wyższą klasą. Albo ci z sygnetami na swoich małych palcach, próbujący dać do zrozumienia, że przynależą do jakiejś wyjątkowej brytyjskiej tradycji.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Mapowanie

Comments Off 24 May 2010

W mieście, w którym spotkanie autochtona graniczy z cudem, a Londyn z pewnością jest takim miastem, obowiązuje pewien zestaw pytań niezbędnych, pojawiających się w każdej ‘nowej’ rozmowie. Podstawowe, to oczywiście skąd jesteś – wszyscy wierzą, że miejsce pochodzenia wyjaśnia wszystkie cechy charaktery i osobowości. Nie mniej ważnym jest pytanie o długość pobytu w tym słonecznym mieście uśmiechu – dobrym rozwiązaniem byłby jakiś tatuaż kontynuujący odliczanie, albo przynajmniej zostawianie kolejnych blizn po cięciach na wewnętrznej stronie ręki, życie tu jest przecież bolesne. Wiek można sobie darować, ale tego, w jakiej dzielnicy mieszkasz nie, tak samo jak priorytetowe okazuje się twoje miejsce pracy.

Kluczowym i jakże częstym pytaniem jest też to o kierunek, albo jakieś konkretne miejsce. Wyłączam je jednak z powyższej listy, tutaj i tak nikt nie ma pojęcia gdzie co jest.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Semicolon

1 Comment 19 May 2010

Ich rytuały nie mają w sobie nic z magii, są zredukowane do konsumpcyjnego minimum, być może nawet nie powinno używać się z tej okazji słowa ‘rytuał’, oszczędzając je dla bardziej podniosłych rzeczy.

Ich oczy zdradzają znużenie, ale też spokój i zgodę na takie same dni, z ustalonymi i niezmiennymi elementami, jak kawa 0 3 po południu, albo pasta pesto zjadana w pośpiechu i niechlujnie tuż przed pójściem do domu.

Zazwyczaj się nie denerwują, nawet gdy ktoś gasi im papierosa na ramieniu, albo przejeżdża walizką po palcach. Godzą się na to, bo poprzedniego dnia przeżyli to samo, a następny nie będzie inny. Tuż przed wyborami niektórym puszczają nerwy, przez zdziwione usta wykrzykują ‘korupcja’, albo ‘imigranci’, i gdyby tylko etykieta pozwalała na więcej, po obu tych słowach splunęli by na ziemię. Emocje te są mimo wszystko powściągliwe i bardzo krótkie, już za chwilę nie pamiętają czym różni się konserwatyzm od liberalizmu, bo kawa o 3, bo pesto przed pójściem do domu.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

My big fat heart in your hands

3 Comments 15 May 2010

Jednym z najpopularniejszych sposobów na wyłudzanie pieniędzy na ulicy jest taktyka ‘nie mam jak wrócić do domu’. Wiadomo, Londyn mały nie jest, oczywiście może się tak zdarzyć, że nie mamy gotówki (ja nie mam prawie nigdy), karty zostały skradzione, znajomi i przyjaciele są bardzo bardzo daleko, zresztą tak jak nasz dom, do którego chcemy wrócić. Umiejętność rozmowy z bliźnimi staje się wtedy kluczowa.

Gdy zmęczona szara czterdziestka przekonuje mnie, że nie ma ani grosza, a mieszka w drugiej części Londynu, staram się jej słuchać i wczuć w jej sytuację. Wcześniej jednak, na samym początku, zdążyła mnie już obrazić pytaniem czy mówię po angielsku. Nieskrępowanie więc kontynuując palenie papierosa mówię, że jej nie wierzę i że wygląda na taką, która ma dom wszędzie. Odchodzi rozczarowana.

Zazwyczaj działa na mnie wyobraźnia, kreatywność i humor. Nie szczędzę więc monet dla nadaktywnego trzydziestolatka, który na wstępie przeprasza, że wygląda jak Britney Spears uciekająca z odwyku, potem przechodzi do sedna, ale zachowuje się jak wyrozumiały kapłan posługując się sprytnym ‘co łaska’, na koniec widząc już portfel w moich rękach dotyka mojego lewego bicepsu i mówi: ‘mate, you’ve got very big heart!’.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Deklinacje

3 Comments 13 May 2010

Najpierw wyjaśnię, że za Mesjasza się nie uważam i nie przypisuję sobie żadnych wyjątkowych właściwości. A jednak zastanawiające jest, że gdy przeprowadziłem się do UK, to właśnie wtedy, tu, zdarzyła się najbardziej sroga zima od dziesięcioleci, także miesiąc maj należy do najzimniejszych od podobno 16 lat.

Gdy przeprowadziłem się do UK, to właśnie wtedy, po trzynastu latach bycia w opozycji, partia konserwatywna wygrała wybory, co przekłada się też na dalsze rekordy, bo jej lider – David Cameron, jest najmłodszym premierem w Wielkiej Brytanii od 200 lat, zaś jego żona – Sam Cam, może pochwalić się nie tylko byciem najmłodszą pierwszą damą, ale też byciem pierwszą damą w ciąży w czasie sprawowania przez jej męża władzy, co nie zdarzyło się podobno od 60. czy 70. lat ubiegłego wieku.

Nie przypisuję sobie żadnych wyjątkowych właściwości. Jednak dla pewności nie zjawię się w Polsce przed 20 czerwca.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Zasadowość

2 Comments 02 May 2010

Lepiej pali się wtedy, gdy pada deszcz. Dym ślizga się w tej wilgoci, niesie daleko, jakby był wydychany przez smoka, nie przeze mnie. Palę tylko na świeżym powietrzu, tutaj w zasadzie nie ma innej możliwości, i gdy patrzę na swoje ciągle niepożółkłe palce zastanawiam się, czy to efekt lepszego tytoniu czy może właśnie otwartej przestrzeni, w której wszystko od razu się rozprasza. Bo przecież pamiętam żółte palce swojego dziadka, albo sąsiadów, którzy przychodzili do nas rozmawiać o wojennej konspiracji, stogach siana z partyzantami, zakopanych na polu pistoletach, pożarach, życiu przy lampach naftowych.

Już widziałem raz stygmat wiary umieszczony w telefonie komórkowym, gdy “moi” hindusi przyjechali do mnie z szafą, a poprzecierana nokia zabłysnęła w pewnym momencie krucyfiksem inkrustowanym – jak na moje oko – dość drogimi diamentami. A więc kolejny raz powinien nie być zdziwieniem, bo niepozorna drobna osóbka o ciemnej karnacji, w grubych okularach, może mieć matkę boską z dzieciątkiem jezus jako tapetę w swoim telefonie, napis O2 może być dokładnie w miejscu jej aureoli, data i godzina w rączkach dzieciątka, a napis menu na jego małym serduszku.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Sprostać

6 Comments 29 April 2010

Gdy schodzę do kuchni, czasami napotykam gotujących ponad normę współlokatorów, którzy wciskają we mnie swoje ryżowe zapiekanki z kurczakiem, puddingi, pasty i wszystko to, co z łatwością powstaje dzięki ich sprawnym rękom. Zdarza mi się przyglądać też wielkim pudełkom preparatów Maximuscle, wyglądającym nieco jak karma dla zwierząt; za każdym razem cieszę się, że nie muszę tego jeść/pić, że całkiem świadomie nie wszedłem na ścieżkę kształtowania swojej muskularnej sylwety. A gdy podczas ostatniego weekendu dwaj – całkiem mili – Panowie, próbowali na żarty drażnić moje kompleksy, okazało się, że ich nie posiadam, nawet moje różniące się wielkością uszy wywołują we mnie raczej śmiech niż rozpacz.

W pracy z niebywałą starannością obsługuję klientów, oferując wszystko, co mam. Robienie kawy i serwowanie jedzenia przeradza się w erotyczny rytuał, a moje łaszenie się do przystojnych mężczyzn w eleganckich garniturach na moment czyni ze mnie kurwę, która ma nadzieję na jakiś ekstra bonus, mimo że moimi atrybutami są biała czapka i brudny t-shirt.

Trwoga o pieniądze stała się dla mnie uczuciem całkowicie obcym, i gdy po raz kolejny powtarzam zasromanym współbraciom, żeby kierowali się czymś innym niż jedynie chęcią zysku, widzę ich zdziwiony wzrok, słyszę zaprzeczanie, odbieram wyrazy współczucia. Jestem dla nich kimś obłąkanym.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Nieobecność

6 Comments 01 April 2010

Jakie to dziwne uczucie, w jednej chwili odejść z miejsca, w którym spędziło się tyle czasu i na dodatek nie móc nikomu powiedzieć, dokąd się zmierza. To prawie jak śmierć, ukrywana przed dziećmi i zastępowana słowami podróż, wyjazd, nieobecność.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Flecista

1 Comment 22 March 2010

Nawet jeśli jest to całkowicie normalny poniedziałek, tak ci się wydaje, pod koniec dnia twój współlokator, którego nigdy nie posądzałeś o artystyczne ciągoty, może zaskoczyć cię bardzo bardzo, kiedy usłyszysz płynące z jego pokoju aksamitne dźwięki melodii raczej nierozpoznawalnej, wydobywające się z fletu. Prawdziwego.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Jesus Christ Superbarber

Comments Off 18 March 2010

W pobliskim zakładzie fryzjerskim o nazwie “JESUS IS LORD” mogą zadbać nie tylko o moje włosy, ale także o paznokcie i właściwy (według współczesnego kanonu piękna) kolor skóry. Nie pytam, ale zgaduję, że z duszą też mogliby sobie nieźle poczynać.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Zamiast

Comments Off 17 March 2010

world

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Bo fantazja…

Comments Off 13 March 2010

Ma fiołkową koszulę, rozpiętą w taki sposób, że odsłania jego zarośnięty tors. Jasna marynarka, spodnie też fiołkowe, nie pamiętam butów (a przecież zawsze patrzę też na buty). Kędzierzawe włosy, ciemna karnacja. Siedzi na przeciwko mnie, na brzegu siedzenia. Przy jego nogach leży piaskowa torba. Jego usta ruszają się pospiesznie, wyrzuca z siebie słowa, które zapewne układają się w jakąś modlitwę. Po chwili zaczyna gestykulować, wykonuje ruchy jakby przesuwał energicznie dłonią po liniach przyprostokątnych.

Zanim wysiadam wyobrażam sobie jeszcze moment, w którym bomba wybucha. Jak jej odłamki, a może odłamki szkła, przebijają moje ciało, i jestem bardzo ciekawy jak długo byłbym świadomy, ile czasu trwało by odczuwanie bólu.

Potem słyszę już tylko “A’uzu bi-allahi min asz-szajtan ar-radżim”.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Single professionals

Comments Off 12 March 2010

Podczas gdy Beyonce z wymiotnym efektem zaśpiewała “I’m a single lady”, a Tom Ford nakręcił przesadnie manieryczny film “A single man”, ktoś stworzył portal połączony z aplikacją do iPhona, który pozwala poznać “single professionals” (nie wiem dlaczego nie użyto też słowa sorted bardzo popularnego na giełdzie miłości), pracujących w okolicy. Single professionals nie mają za wiele czasu na nic innego oprócz pracy, strona i aplikacja w łatwy i szybki sposób pozwala im na znalezienie sobie kochanka, być może nawet w tym samym biurowcu. Hasło przewodnie: “So join now and you could be testing the chemistry at lunch or after work or – hell – during work”.

Recenzje użytkowników nie pozostawiają wątpliwości – to działa. Allie42 pisze: “Hi, please delete my account as i met Mr Right after only 3 days”, a SusarahG ekscytuje: “I have had a lot of dating fun since I joined”.

Po prawej użyteczna wyszukiwarka Little Black Book. Określamy jaka płeć nas interesuje, wiek, w której strefie metra ktoś pracuje i jaka jest jego najbliższa stacja oraz czy jest wolny w czasie lunchu (szybki seks) czy dopiero wieczorem (dla tych, którzy nie znoszą pośpiechu).

Na początku pobytu tutaj dziwiłem się, dlaczego każdy bez przerwy wpatruje się w swojego ukochanego iPhona, dlaczego bycie on-line bez przerwy jest dobrem pożądanym najbardziej. Teraz wiem, życzę im powodzenia.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Kongo

1 Comment 10 March 2010

Nie zastanawiałem się do tej pory jak bardzo i czy w ogóle Londyn mnie zmienił. Kwestia ta jednak zaczęła być drażliwą od momentu, kiedy dwaj mężczyźni zaczęli przekonywać mnie na ulicy do kupienia telefonu ze specjalną taryfą, dzięki której będę miał bardzo tanie połączenia… do Konga.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

London Ludens

2 Comments 08 March 2010

Ma bawić. Teatry (sic!) zapchane musicalami, w których opowiada się historie królów lwów, księżniczek i innych zjaw śpiewających, tańczących i wyglądających dobrze; albo komediami, w których dowcipkuje się zasłaniając ręką usta przy najmniejszym przekroczeniu granicy poprawności, za to recenzenci zawsze podają jako atut “brytyjski humor”. Ma bawić, więc książki sprzedawane są w różowych okładkach, czytelnictwo być może jest na wysokim poziomie, jeśli za czytanie uznać rozwiązywanie krzyżówek w metrze i wypełnianie kratek sudoku. Tłum oblega wystawę “Pop Life”, a w kontenerze zagłady Bałki nastolatki całują się, korzystając z gęstej ciemności. Okulary 3D są najbardziej pożądanym dobrem, dlatego za trójwymiar w kinie, a co tam, można zapłacić nawet 15 funtów.

Londyn ma bawić. Świat serio jest zbyt uwierający, tematy za bardzo realistyczne pozostawia się w sferze polityki i debat społecznych, których nie ma. Większą sensacją jest fryzura Lady GaGi niż kiepskie płace i bezrobocie, bo dopóki ASDA robi wieczorem przeceny, można jakoś przetrwać, nie trzeba więc robić z tego problemu. Ma bawić, więc każdego ranka zakłada lśniący kostium buffo i bawi.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

O roztropnych i nieroztropnych

Comments Off 06 March 2010

Idąc do National Gallery poobcować ze sztuką, na Trafalgar Square napotykam grupę kilkuset agresywnych nieroztropnych kobiet, białych czarnych różowych, w chustach i bez chust, które wyrażają sprzeciw przeciwko domniemanej męskiej dominacji. Słowem przewodnim staje się together, po nim zaś następują różne okrzyki: razem możemy więcej, razem wygramy, razem powiedzmy mężczyznom ‘nie’.

W tym samym czasie roztropne kobiety gotują z uśmiechem na ustach obiady, wiedząc, że sprawią tym komuś radość; kupują w supermarketach pasty do zębów Beverly Hills Formula, wiedząc, że zyskają więcej, jeśli będą wyglądać ładniej; karmią dzieci piersią, wiedząc, że muszą zapewnić ludzkości ciągłość.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Almost a post (3)

1 Comment 05 March 2010

samemu sobie i całemu światu
pokazuję promienne oblicze
po krótkim terminowaniu
w londyńskiej szkole optymizmu

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Congrats

3 Comments 02 March 2010

Gratuluję, naprawdę gratuluję. Świata, w którym heroizm polega na niekorzystaniu ze schodów ruchomych, sukces życiowy na bieganiu pomiędzy domem a pracą, bycie do przodu na posiadaniu profilu na facebooku z co najmniej kilkuset znajomymi, przyjaźń na niezwykle szczerym zadawanym każdego ranka how are you?, mądrość na orientowaniu się, który sklep jest najtańszy, kształcenie na czytaniu darmowych gazet, profetyzm na zgadywaniu jutrzejszej pogody, a zabawa na traceniu świadomości.

Gratuluję!

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Zgroszenie

3 Comments 01 March 2010

Zagryzam wargi czytając czarny tytuł “brytyjski funt tonie”, bo nieopatrznie mam tej waluty więcej, niż innej. Z rozżaleniem patrzę na czterdzieści silnych polskich groszy, które leżą na moim parapecie.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Akustyka

3 Comments 28 February 2010

W jednym z najlepszych filmów jakie widziałem w swoim życiu, “Przemianach” Barczyka, bohaterka, prowadząc kochanka swojej siostry przez ciemne pomieszczenia, mówi “tylko cicho, ten dom jest bardzo akustyczny”. Brytyjskie tekturowe domki też są akustyczne, nawet ciszę słychać w nich bardziej.

Do moich uszu dociera najpierw to, co dzieje się w środku domu, znam dokładnie każdy ruch współlokatorów, będąc na górze wiem co robią, gdy są w kuchni na dole, rozpoznaję ich tony głosów, nawet gdy szepczą jestem w stanie ocenić ich nastrój. Wiem, co robią w łazience, w pokojach, z kim wracają, kto do nich dzwoni.

Łączona architektura brytyjskich domostw pozwala mi też sięgać nieco dalej, do moich sąsiadów. Ich podniesione głosy, niewyłączany nigdy telewizor, głośne mycie zębów i kilkuminutowe sikanie na stojąco, wszystkie te elementy przypisuję potem twarzom pojawiającym się w ogrodzie, które obserwuję z góry.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Eksterytorialność umysłu

2 Comments 27 February 2010

Budzę się z wielogodzinnego snu o samobójstwie kuzyna. Pamiętam każdy szczegół, powiedział mi, że za chwilę skoczy z balkonu, a ja zgodziłem się na to, jakby informował mnie o wyjściu na spacer, co więcej, uważałem że skoro podjął taką decyzję, nikt nie powinien nawet najmniejszym słowem zaprzeczenia tego zmieniać. Potem czekałem w drugim pokoju ze świadomością, że on obok walczy z wpisanym w naszą naturę tchórzostwem, było cicho, usłyszałem w końcu zderzenie ciała i betonu, usłyszałem śmierć. Gdy się wychyliłem, zobaczyłem podwinięte nogi, nieruchomość i nieuchronność, zobaczyłem śmierć. Potem czekałem w drugim pokoju, aż jego rodzice obudzą się, i zobaczą sami – nie chciałem im mówić – co stało się z ich synem. On musiał mieć powód, był pewny siebie, ja byłem pewny jego.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Niech się dzieje

Comments Off 26 February 2010

Przemierzając hektary supermarketu słyszę, jak między półkami ci, którzy biorą największe kosze, bo mają największe apetyty, prowadzą kulinarne rozmowy. “Może pasztecik wezmę, czasami ci się chce coś wieczorem”. “Kapustkę kwaszoną masz, bo patrz, tu za funta jest” “Może kupię mięsa, kotlety zrobię w weekend, taki prawdziwy obiad”.

Wolę patrzeć na tych brytyjskich, którzy bez najmniejszego zażenowania kupują wielopak (36!) chipsów, albo na tych ciemniejszych taszczących do kasy 25-kilogramowy worek z Bombay Mix.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Poszerzenie pola

8 Comments 21 February 2010

To, czego nigdy nie pojmę, to wielkie płoty pomiędzy ogródkami sąsiadów. Jak to możliwe, że w tym mieście, przyzwyczajonym do obecności wszystkich, do bycia maksymalnie przyjaznym wobec każdego, do tych cudownych restauracyjnych stołów bez barier, gdzie każdy je z każdym, do tego mimowolnego ocierania się w zatłoczonym metrze i rezygnowania ze stref prywatności, jak to możliwe, że z ogródków robi się więzienne spacierniaki. Refleksję tę odnotowuję paląc papierosa na swoim trawniku i wyobrażając sobie o ile przyjemniej byłoby mieć po bokach niezbyt wysokie żywopłoty, jak na amerykańskich filmach o przedmieściach, czuć zapach grillowanej przez sąsiadów kiełbasy, uśmiechać się do siebie, porozmawiać nawet przez chwilę.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Jak najbardziej

1 Comment 20 February 2010

To pewnie trochę naiwne, albo absurdalne, albo paradoksalne, że najbardziej interesuje mnie sztuka, która zajmuje się moją rzeczywistością i moim czasem, a nie babrze się w kolorowej, koniecznie mitologizowanej przeszłości. To naiwne, absurdalne i paradoksalne, bo cenię tę sztukę dlatego, że wierzę w jej realność, choć fikcją jest, nawet gdy stawia sobie za cel krojenie mikroświatów i wkładanie jego kawałków pod mikroskop. A jednak daje mi przynajmniej namiastkę jakieś analizy, której sam wcześniej nie zrobiłem.

Dlatego gdy czytam “Pensjonat”, wirtuozersko napisany, choć momentami trochę zbyt poetycki, estetycznie jestem spełniony, epicko dałbym radę – przeszłość pozostawmy przeszłości. Wszystkie te Olczak-Ronikier, Dehnele i Pazińscy wygrywają tę samą nutę, sentymentalno-emocjonalno-rodzinną. Wcale nas tam nie ma. Jesteśmy w “Świecie nura”, jesteśmy w “Gestach”, jesteśmy w “Biegunach”, a niechby i “Pod Mocnym Aniołem”.

Z “A single man” wyszedłem zachwycony, ale ten zachwyt szybko minął. Tom Ford urządził przed swoją kamerą przedziwnie piękny światek, z eleganckim Colinem Firthem (znakomity!) i ekscentryczną Julianne Moore, zadbał o każdy szczegół, Abel Korzeniowski pierwszorzędnie skopiował styl muzyki Philipa Glassa, ale cała historia jest za krótka, i rozciągnięta na te swoje sto minut ciężką ręką kogoś, kto przywykł do krojenia szpondra. Za to “Prorok” to realistyczne arcydzieło, prawdziwe francuskie kino z wyczuciem, wypełnione po brzegi krwią, artystycznie doskonałe.

I właśnie z tych oto pobudek nie zamierzam przegapić nowego Polańskiego, choć do tej pory ani mnie ziębił, ani grzał.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Gradacja

1 Comment 15 February 2010

Oczywiście jest to kuszące, oceniać społeczeństwo podając jako przykłady sytuacje najbardziej jaskrawe i nazywać je symptomatycznymi. A jednak gdy po zakończeniu filmu, w którym bohater ewidentnie pożegnał się z życiem, a reżyser wcale nie bawił się w kryminalne zagadki ani otwarte zakończenia, jedna z dziewek siedzących za mną zapytała drugą “myślisz, że on umarł?”, krzyknąłem “bingo!” znalazłszy dowód potwierdzający hipotezę, że Brytyjczycy mają jeszcze intelektualnie wiele do nadrobienia. Powinienem być jednak ostrożny w tych osądach, które i dla innych nacji mogą okazać się krzywdzące, i nie zacierać w pamięci sylwety swojego byłego przełożonego, Polaka, a  właściwie Polki (tym razem powstrzymam się od szowinistycznej linii interpretacji), na kierowniczym stanowisku, która zwykła sprawdzać pisownię wyrazów w swoim kalendarzu wyprodukowanym w Bielsku-Białej.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Okrągła niedziela*

3 Comments 14 February 2010

Przestaję patrzeć na piłkę, gra jest zbyt przewidywalna. Muszę znaleźć w tym coś dla siebie, zaczynam obserwować wszystkie te wykrzywione miny, które pokazywane są na zbliżeniach, te energiczne gesty, szturchnięcia, te poświęcenia i późniejsze poklepywania po ramionach, to spontaniczne wykrzykiwanie słów w języku niekoniecznie znanym innym, albo ten układ kroków trenera, wydeptującego ścieżkę nerwowymi jeden do przodu-dwa do tyłu. Na nic to jednak, mimo emocjonującego widowiska dla mnie, w meczu Napoli – Inter nie pada ani jeden gol.

* wpis ten dedykuję Marcinowi

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Brudny czwartek

4 Comments 11 February 2010

Londyn wydaje się być miastem bardzo zadbanym i czystym, z pozoru. Wrażenie to mija jednak dość szybko, wąchając miejsca i ludzi, patrząc na miejsca i ludzi, dochodzi się do wniosku, że to miasto leniwe i brudne.

Pierwszą mysz zobaczyłem w metrze na stacji Bank, właśnie wtedy gdy chciało mi się rzygać, fizycznie i mentalnie, mysz była więc jakby wisienką na tym czarnym torcie. Teraz gdy przyszło mi mieszkać z myszą wcale nie czuję się jak bohaterowie Sitcomu Ozona, a jedyną zmianą jaką może to wszystko wywołać, jest przeprowadzka. Ale dokąd? Mariana uświadamia mnie, przybysza z najczystszego miejsca na Ziemi, że myszy w Londynie są zjawiskiem powszednim, sama zresztą mieszka od jesieni z rodziną gryzoni.

Londyn wydaje się też miastem szczęśliwym i przyjaznym.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Panowie

Comments Off 10 February 2010

Wchodzę. Jest ich z sześciu. Ten, który siedzi za kasą, ojciec rodziny, wygląda jakby był przytwierdzony do podwyższonego tronu, nie zwraca na mnie nawet uwagi zajęty rozmową z kimś podobnym do niego. W zasadzie wszyscy oni wyglądają podobnie, mówi się na nich “ci z brodami” lub bardziej wartościująco “Osama”, oprócz jednego karła – ten się wyróżnia. Drzwiczki STAFF ONLY sięgają mu do czoła i przepasane są pomarańczową szeroką kokardą. Zakład jednak stawia na profesjonalną obsługę klienta, dlatego rozmawiam z niemym pracownikiem zakładu i ku mojemu zdziwieniu porozumiewanie się za pomocą “yyyyy” nie idzie mi wcale gorzej niż po angielsku. Zdjęcie blokady z mojego telefonu wymaga mojej półgodzinnej absencji, potem sprawdzenia, że blokada nadal działa więc trzeba wyjść z telefonem na zewnątrz, być może zasięgnąć porady mądrzejszych (nie wiem, bo zostaję w środku), a być może skorzystać z bardziej prymitywnej metody kamienia. Finał jest jednak pomyślny dla nas wszystkich.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Filozofia

10 Comments 07 February 2010

Nieszczęście polega na niezrozumieniu szczęścia, wnioskuję z całą świadomością zbliżania się do filozoficznej blagi prezentowanej przez popularnego latynoskiego pisarza. A jednak kontynuuję dopowiadając, że patrzenie na szczęście jak na coś, co nie ma końca, czyni nas ludźmi nieszczęśliwymi, którzy nie są w stanie docenić tych momentów, kiedy byli na szczycie, szczytowali. Proponuję nie wybiegać za daleko w przyszłość, skupiać się na krótkich odcinkach czasu, widzieć koniec szczęścia i nawet oddzielić je od następnego etapu zjadając pudełko ptasiego mleczka podczas podróży pociągiem do domu. Potem poczekać, bo nieszczęście, tak jak szczęście, też ma koniec.

I nawet jestem już skłonny ułaskawić swój radykalizm jeśli chodzi o patrzenie wstecz. Owszem, można, ale tylko wtedy, gdy ma się tę pewność, że oglądanie się za siebie nie pociągnie nas do tyłu.

img_6828

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Tribute to people

3 Comments 31 January 2010

W sobotę dzięki Ewie przypatruję się z bliska oryginalnemu Portretowi Rodziny Arnolfinich. Luca podsuwa mi całkiem interesującą książeczkę Consciousness. A very short introduction. Iwona uświadamia mi (w krótkim mailu), że mam w sobie jeszcze dużo jadu. Stella uczy mnie przydatnego słowa ranocchio. Brian sprawia, że praca staje się trochę bardziej przyjemna. Beata przypomina mi o najprostszym i najbardziej znaczącym je suis la. Dzięki Marcie i Marcinowi być może w kwietniu będę w Lizbonie. Paulina utwierdza mnie w przekonaniu, że heterycy mają trudniej, ale w tym samym momencie historia Michała równoważy tę tezę. Rafał staje się realnym bohaterem wiersza Il Sogno Dehnela, przy którym zawsze płaczę.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Kroki

4 Comments 28 January 2010

Zacząłem zadawać sobie pytanie: jak daleko już jestem? Nie wiem, dawno nie patrzyłem wstecz. Nie wiem co (kto) jest punktem, od którego się oddalam. Nie wiem, w jakich jednostkach mierzyć odległość.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

20kg

Comments Off 27 January 2010

Gdy próg przekracza pani z inspekcji sanitarnej z rąk wypadają nam łyżki i słoiki nutelli, zrywamy się ze swoich leniwych pozycji, ukradkiem zaczynamy sprzątać to czego nie sprzątnęliśmy, z naszych twarzy nie schodzi jednak wytrenowany uśmiech. Kobieta w naszych oczach urasta do rangi nadinspektora, który chce sprawdzić wszystko, dlatego z jeszcze większym niż zazwyczaj zaangażowaniem obsługujemy klientów, pilnujemy aby jedzenie było perfekcyjne, a kawa – niemalże w tym samym momencie zjawia się Aniello, który przed miesiącem sprawdzał, czy zgniatam kawę z siłą równą 20 kilogramów przygotowując shot - a kawa robiona zgodnie z najlepszymi standardami.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Bez snu

3 Comments 26 January 2010

W Londynie nie śpi się między innymi dlatego, żeby rano wyglądać na niezaspanego, zmęczenie korygując makijażem w czasie podróży metrem. Nie śpi się, bo organizm nie ma czasu na wyciszenie, zbyt bardzo był podkręcony w czasie dnia, to pracujący bez przerwy silnik, wspomagany kawą i napojami energetycznymi. Sen zastępowany jest też zabawą, która przekracza znacznie wschodnioeuropejskie normy, w zasadzie trudno mówić w tym momencie o początku lub końcu zabawy, jest nieograniczona, jak wieczność. Zaśnięcie oznaczałoby rezygnację z oczekiwania, że wreszcie coś się stanie, a wyczekiwanie, tym bardziej te nocne, bardziej refleksyjne, jest czymś najbardziej charakterystycznym dla londyńczyków.

W Londynie bezsenności nie traktuje się jak chorobę, ale jak konieczność.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

London Sunday

3 Comments 24 January 2010

Jest środek zimy, mimo to nie ma tu trzydziestostopniowych mrozów. Lądujesz na Waterloo. W jednym kadrze widzisz szarego Jezusa na krzyżu (jego święto cierpienia będzie już niedługo) i billboard reklamowy z piękną brązową modelką. Intuicyjnie idziesz w jakimś kierunku i potykasz się o opuszczone posłanie bezdomnego, obok którego leży karton z napisem niceday. Gdy podnosisz głowę dziwisz się, że ktoś na środku ulicy postawił ogromną szklaną bryłę, na której wyryto Istanbul inspirations. Później wpadasz na wielki stragan z książkami, fotogeniczny drut kolczasty, szybę, Alaskę.

http://londonflaneur.blog.com/london-sunday/

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Sedno

4 Comments 22 January 2010

Dopiero kiedy widzę Briana przełykającego łzy w momencie rozmowy o rzeczy dla niego w danej chwili bardzo istotnej, rozumiem, że dotarłem do sedna człowieka, do Prawdy, która nie ukrywa się za energicznym potrząśnięciem dłoni, albo za nic nieznaczącym how are you?!

W tym mieście szczęścia, smutku trzeba się domyślać, nie ma go na twarzach, w gestach, nie słychać go w tonie głosu, ani rozmowach w metrze. Ale to nie znaczy, że nie istnieje. Jest na pozycji przegranej, starty w pył przez całkowicie świecką ideologię optymizmu, jakże różną od tej ufundowanej na siermiężnym chrześcijaństwie, przypominającym co chwila komu człowiek zawdzięcza wszystko i że sam nie znaczy nic.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Magic

2 Comments 20 January 2010

przychodzi tam co niedziela bo nie ma innych planów
a ludzie działają na nią pozytywnie więc przechadza się
zatłoczoną tego dnia ulicą w tę i z powrotem – to niezbyt długi odcinek
zaglądając w oczy każdemu mężczyznom bardziej hardo

a gdy tuż za jej plecami na rogu Brick Lane i Princelet Street
zaczynają grać dziewczyna w dziurawych kabaretkach – wokalistka
i niebezpiecznie młody chłopak w przekrzywionym kapeluszu – harmonista
ona rozpoczyna swój taniec chaotyczny i nieprzemyślany na początku
po chwili zaczyna przypominać suficki odlot i nijak nie pasuje do muzyki
rozpina swoje śmierdzące zimowe palto spod którego wypada mały kot
- wszyscy otwierają ze zdziwienia usta i nie wierzą że był tam przez cały czas

tancerka nie opada z sił nawet przy czwartej piosence
zupełnie zapomniała o rytmie a może nigdy się o nim nie uczyła
odsłania swój pomarszczony brzuch wydyma usta przewraca oczami
zatraca się w swoim tańcu co tydzień
każdej niedzieli spod jej futra wypada inne zwierzę

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Serce

1 Comment 20 January 2010

Rudolf F., lat 30., pół-Węgier, pół-Słowak, atak serca około godziny 21. Siedzę przy jego łóżku i zastanawiam się, czy gdy nadejdzie punkt kulminacyjny, a ambulans jeszcze nie przyjedzie, powinienem robić cokolwiek. Puentuję w myślach, że śmierci nie powinno się powstrzymywać. Karetka zjawia się po siedmiu minutach. Potencjalny pacjent nie pali, nie pije kawy ani alkoholu, nie zażywa narkotyków, ogólnie prowadzi zdrowy tryb życia. Rudolf F. nie wspomina jednak o nadmiernej liczbie orgazmów w weekend – jeśli wierzyć jego słowom – 20 (sic!).

Za chwilę w domu zalega cisza. Chce mi się czegoś słodkiego. Szperam we wszystkich szafkach w poszukiwaniu czekolady.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Window-revelation

4 Comments 19 January 2010

Po siedmiu sekundach od oderwania papierosa od ust nikotyna jest już w moim mózgu, sprawnie przetransportowana drogą krwioobiegu. Podwyższone dzięki niej poziomy adrenaliny i dopaminy sprawiają, że uśmiecham się częściej, być może widzę też więcej, bo mój umysł działa szybciej.

Kończąc czerwone marlboro przyglądam się wystawie sklepowej. Jest poetycka, na tyle na ile poetycki może być Londyn:

SALE
SAL
SA
S

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Minimalizm

1 Comment 18 January 2010

Zaprawdę można uprościć swoje życie.

Najważniejszym dylematem każdego dnia – na dodatek nie swoim, a klientów – uczynić wybór pomiędzy take away drink/eat in.

Odczuwać niepokój nie z powodu spadających na łeb na szyję wyników badań, tylko na myśl o zjeżdżającym windami tłumie wygłodniałych ludzi, którzy łuki i dzidy zastąpili iPhonami i spasionymi portfelami, i myśl tę pełną niepokoju celebrować do momentu, kiedy pierwszy z polujących mężczyzn stanie w drzwiach.

A poza tym płakać podczas oglądania “Grey’s Anatomy”, angielski ograniczyć do najpotrzebniejszego w tym momencie słowa – tonsils, być sytym cały dzień po dwóch posiłkach, używać dwóch par spodni, perfumy Kenzo i Azzaro zastąpić swądem tostowanych kanapek, a nade wszystko mieć plan by zaszyć się w najmniejszym miejscu świata.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Gazing

2 Comments 12 January 2010

Ludzie, którzy nie są pewni wypowiadanych słów, gestykulują, jakby ten dodatkowy język miał potwierdzić ich wypowiedzi lub weryfikować czy są właściwe czy nie.

Z zaciekawieniem patrzę na chłopaka, który najpierw żegna się (znak krzyża), a potem już bez dodatkowych niepotrzebnych ruchów zaczyna delektować się piwem Stella podanym w kuflu Beck.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

O! Ja!

3 Comments 09 January 2010

Gdy zastanawiam się nad swoimi cechami charakteru, pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to że jestem on-line. Nagle chcę się tego wyrzec, odciąć wszystkie kable, przez które przekazywany jest mi sygnał. Uśmiercić profile na portalach społecznościowych (nawet jeśli to dobra zabawa, jest tylko stratą czasu, na dodatek taką, która zręcznie odwraca uwagę i nie pozwala odejść), nie reagować na maile, telefonu używać tylko w pilnych sprawach, google zastąpić wiedzą bardziej fizyczną (pytać ludzi), nie dzielić się swoimi zdjęciami w pseudo-galeriach (tym samym dać się prześcignąć w internetowym narcyzmie). I zrobić to wszystko całkiem świadomie, z myślą o stratach (osamotnieniu, ostracyzmie, technologicznym don’t know-how).

Podobno jestem też typem refleksyjnym (tego motywacyjnego określenia użył mój kolega) i refleksji nie powinienem zaprzestać, a także dzielić się nią z innymi. Może – to dalej wywód kolegi – moje poczynania są ciekawym eksperymentem, a dziecinne podniecanie się Londynem nie ma w sobie nic z przypadku emeryta, który zdobył młodą żonę (on 80, ona 60).  Może.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Black

3 Comments 31 December 2009

Przez sekundę czuję zakłopotanie, gdy podaję czarnoskóremu mężczyźnie kawę i mówię “black americano for you” niechcący akcentując i przeciągając pierwsze słowo.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Take care

Comments Off 29 December 2009

Lubię to ich “take care”, w którym zawierają się i obawa, że może przyjść coś niedobrego, i troska, mimo niezgłębionych relacji rozmówców, i nadzieja – na wyjście obronną ręką z potencjalnych opresji.

Sophie Calle zrobiła niesamowitą wystawę, w której “take care of yourself”, dzięki kontekstowi, nie ma w sobie ani obawy, ani troski, ani nadziei; jest bolesne.

I received an email telling me it was over.
I didn’t know how to respond.
It was almost as if it hadn’t been meant for me.
It ended with the words, “Take care of yourself.”
And so I did.
I asked 107 women (including two made from wood and one with feathers),
chosen for their profession or skills, to interpret this letter.
To analyze it, comment on it, dance it, sing it.
Dissect it. Exhaust it. Understand it for me.
Answer for me.
It was a way of taking the time to break up.
A way of taking care of myself.

11

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

This is the end, beautiful friend

Comments Off 28 December 2009

Niektóre prezenty musimy zdobyć sami. Na inne poczekać. Tych najcenniejszych nigdy nie dostać.

Szum papierowych toreb na londyńskich ulicach przypomina mi, że w którymś momencie przestaliśmy patrzeć na drogowskazy.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Fernando’s Kitchen

2 Comments 22 December 2009

Dziś tylko wideo z muzyką zespołu, na który natknąłem się w londyńskim metrze. Są naprawdę świetni!

Fernando’s Kitchen

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Czerwona wstążka

Comments Off 21 December 2009

Czerwona nitka o magicznej mocy zawiązywana na przegubach rąk śniadych mężczyzn nie działa spektakularnie. Nie ustrzegła ich przed śmiercią w zamachach bombowych. Nie ułaskawiła też natury, która kierując się srogim prawem także na ich twarzach sadzi trądzik. Magia nie sprawia, że pracują w bankach i na giełdzie, bo albo zmywają naczynia, albo szukają pracy. Nie mają drogich garniturów, nie spotykają na swojej drodze sławnych ludzi, ba! sami nie są sławni, nie pragną tego. Mają za to czerwoną nitkę, która daje im poczucie pewności siebie i wiarę w to, że zaczarowana rzeczywistość będzie nieco bardziej łaskawa i nie zetnie ich z nóg przy pierwszej próbie samodzielnych kroków.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Almost a post (2)

2 Comments 17 December 2009

z Huseinem łączy mnie tylko oczekiwanie na urzędnika
obaj jesteśmy znużeni spoglądamy na siebie
nic nie mówimy bo nie mamy wspólnego języka
miny z pytaniem „dlaczego to trwa tak długo”
muszą nam wystarczyć

Husein odpowiada po swojemu na te same pytania
czy jest żonaty albo czy planuje ślub
co chciałby tu robić gdzie mieszka z kim jak długo
obywatelstwa numery kserokopie listy
pozwolenia referencje pieczątki znaczki

ja wspieram się uśmiechem białego człowieka do białego człowieka
Huseinowi jest trudniej musi udowadniać przynależność do tej samej rasy
przysięgać na boga (którego?) że jego imię nie ma znaczenia
przestraszonych oczu nie odrywać od urzędnika
odpowiadać szybko podpisywać nie pytać
na koniec w ankiecie o jakość obsługi bez zastanowienia otoczyć kółkiem
very satisfied

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Nie tylko Murakami pisze o jedzeniu

1 Comment 16 December 2009

Gdy palę papierosa w czasie brunchu, patrzę na Błękitny Meczet, a tak naprawdę na jego płócienną imitację w formie tryptyku. Pada śnieg, mam uśmiech na twarzy, a niedopałek zamiast wpaść do studzienki kanalizacyjnej, zaczyna tańczyć na kratce, obijając się sprawnie o wszystkie pręty i przedłużając swoje życie na powierzchni.

Na kolację jem bresaolę (“szlachetne” mięśnie wołowe), do tego parmigiano i rucolę. Wypadałoby mieć kieliszek czerwonego wina, ale ponieważ nie mam, a w kuchni fusion, której zwolennikiem jestem, można pozwolić sobie na więcej (brunch składał się z finocchiony, salami, nutelli i brownie), piję miętę.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Almost a post

1 Comment 15 December 2009

repertuar kolorów ud
jest tu o wiele większy
sposoby ocierania ich o siebie
niby nie pozostawiają wielkiego pola możliwości
a jednak różnią się od tego
co widziałem wcześniej

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

The point is…

4 Comments 14 December 2009

Jeśli ktoś zapytałby mnie, co czuję dostawszy pierwszą w życiu książeczkę czekową, odpowiedziałbym, że zakłopotanie, bo: a) nie mam pieniędzy na koncie, b) nie umiem wypełniać czeków.
Co innego z nowym portfelem, który sobie kupiłem. Mimo że nie mam pieniędzy, bardzo cieszę się z jego posiadania. Można tam włożyć karty płatnicze i kredytowe (polskie i brytyjskie), wizytówki (jeśli by się je miało) i paragony (jeśli robiłoby się zakupy).

W pracy cieszę się razem w Włochami, że Berlusconi został pobity.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Szafa

Comments Off 13 December 2009

Dwóch Hindusów przywozi mi szafę. Jeden jest z Kenii (nie wygląda na takiego), drugi z Indii. Podoba im się dom, mówią, że jestem szczęściarzem, bo mogę tu mieszkać. Może jestem. Potem ten z Kenii wymienia wszystkie języki w których mówi, pamiętam tylko hindi i suahili, a było ich w sumie z siedem. Ten z Indii przyznaje mi się, przykręcając rączkę do szuflady, że należy do Kościoła protestanckiego, i że bóg jest dla niego najważniejszy. Po chwili odbiera telefon, a gdy go odkłada, widzę na wyświetlaczu wielki krucyfiks z diamentami.

Szafa jest zwyczajna, nie ma pękniętego lustra w drzwiach, nie zachęca do wchodzenia do środka, nie będę spędzał w niej nocy.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Hare Christmas

Comments Off 08 December 2009

Ci od “The Times” wcale nie różnią się tak bardzo od tych od “The Sun”. Opuszczają w połowie szpalty artykuł o globalnym ociepleniu i zaglądają przez ramię swoim sąsiadom, aby przeczytać choć kilka zdań z wyznań byłej gwiazdy porno. Zresztą, oba tematy całkiem nieźle się łączą.

Tymczasem specjaliści od reklamy ambientowej nie śpią. Produkt: proszek do prania w dużym opakowaniu. Target: wszyscy użytkownicy przestrzeni miejskiej. Forma: półnagie tańczące dziewczyny, trzymające w rękach wiadra z proszkiem, śpiewające popularny song “Hare Kryszna”. Efekt: sprzedaż proszku znacznie wzrosła.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Nauka

1 Comment 28 November 2009

Krótka lista rzeczy, których muszę się nauczyć:

1. Wyrażać zachwyt – do perfekcji opanować wymowę słówek gorgeus, amazing, brilliant, marvelous, i używać ich jak najwięcej przy każdej okazji, zarówno reagując na czyjeś wypowiedzi, jak też puentując sytuacje.

2. Mieszkać w akustycznym domu – tekturowej perle architektury brytyjskiej, chroniącej być może od wiatru, od zimna już niespecjalnie; domu, w którym słychać każdy krok i każdy głos, bez względu na to, gdzie znajduje się źródło dźwięku.

3. Rozszerzyć swój zakres tolerancji – i przyjmować ze spokojem życie współlokatora (bo to jego życie), który szukając miłości każdego wieczora trafia do sauny, gdzie znajduje tylko fizyczną i niezbyt wysublimowaną jej fizyczną namiastkę; nie zżymać się na widok brytyjskich kobiet, dla których szczytem szaleństwa jest kupienie na deser maleńkiej czekoladki bacci, a flirt przy ekspresie do kawy uważają za rozpoczęcie relacji partnerskich.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Książki

2 Comments 26 November 2009

W mieście, w którym życie polega na przemieszczaniu się, każdy ściska pod pachą jakąś książkę – przyjaciela podróży. Pachnidło to całkiem banalna lektura jak na londyńskie metro, pasuje jak ulał jeśli chodzi o zapachy i skwar, dwie strony dość swobodnie można przeczytać pomiędzy St. Paul’s i Liverpool Street.

Młody Hindus ze świetnym angielskim akcentem (przez telefon) zaskakuje wszystkich (mnie także), kiedy wyciąga z torby Music theory in practice o niestandardowym rozmiarze, po chwili ołówek, którym coś zakreśla i stuka, być może próbując wyczuć metrum.

Niektóre książki okazują się niezbyt przydatne w metrze, np. The location of culture przerasta starzejącą się zbyt szybko panią, ląduje na kolanach i jakby za karę odwrócona tytułową okładką do dołu aż do końca podróży nie trafia przed zmarszczone oblicze.

Typowa Angielka nie odrywa wzroku od The age of emigration, choć być może powinna także zobaczyć, kto dziś śmierdzi curry, albo kto przed chwilą dotknął całkowicie czarną rękę jej szyi (zgaduję, że nawet nie przez przypadek).

It’s not how good you are, it’s how good you want to be z dwoma pozłacanymi good można czytać bez końca na wszystkich trasach londyńskiego metra. Jest to zapewne przewodnik po życiu, o jakim marzymy, nawet jeśli nie umiemy się do tego przyznać. Zadowolona twarz blondynki nabierającej pewności siebie jest wystarczającym tego dowodem.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Przeszłość

Comments Off 25 November 2009

Każdy ma jakąś przeszłość. Dla niektórych była ona wypełniona wieloletnim ćpaniem po kątach Rimini, pokrywaniem pola świadomości dymem jak mgłą, w której nic nie widać, w której łatwo się zgubić, ale też w której nic nie trzeba robić. Inni w czasie przeszłym po prostu się przemieszczali, decyzje zapadały gdzieś poza nimi – droga prowadziła od Sarajewa, poprzez Sztokholm, aż do Londynu. Są i tacy szczęśliwcy, którzy przez wiele lat mogli cieszyć się klimatem i słońcem Rzymu, ale i tacy nieszczęśnicy, dla których przeszłość jest zarówno teraźniejszością – nie ma pomiędzy nimi żadnych różnic.

Wybieram tych świadomych, wewnętrznie głębokich, którzy potrafią opowiadać o swoim życiu godzinami, szperając w pamięci i odnajdując w niej zaskakujące dla samych siebie historie. Gdy idzie o własne życie, o jego opis i refleksję nad nim, język przestaje być barierą. Robią wszystko (ja też), by opowiedzieć o sobie jak najbarwniej, użyć jak największej liczby słów, nie powtarzać się, nadmiernie nie gestykulować, nie przesadzać z wiarą w rozmówcę (you know what I mean?). Wybieram tych, dla których nie jest problemem powiedzenie „wszyscy mnie nienawidzą”, albo tych, którzy nie kryją się z traktowaniem Londynu jak jednej z wielu przygód – zawsze stoją za nimi pieniądze rodziców.

Wybieram tych, którzy nigdy nie nauczyli się kłamać i nawet nie przychodzi im do głowy, że mogliby przedstawić siebie nieco lepiej, albo trochę gorzej. Bo Londyn to miejsce, w którym „gorzej”, znaczy lepiej. Dobrze mieć za sobą czas spędzony w więzieniu, albo ten, gdy miało się dredy na głowie, narkotykowa historia (w jakimkolwiek wydaniu) zawsze jest atutem, hetero powinni mieć doświadczenia homoseksualne, a homo – heteroseksualne, ktoś z rodziny robiący w polityce (największym bagnie) też jest zaliczany na plus.
Ci, których wybieram, nie kłamią. Byli uzależnieni, siedzieli w więzieniu, są zatwardziałymi liberałami, mieli aborcje, nosili transparenty z odważnymi hasłami, ktoś ich pałował, byli bezdomni. Ci, których wybieram mówią prawdę. Kończyli studia ekonomiczne, podróżowali dookoła świata, za najwspanialsze miejsce na ziemi uważają Australię, od kilku lat są w szczęśliwym związku, kochają, mają pogodne usposobienia.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Czas

Comments Off 25 November 2009

Włoszka Stella mówi mi, że nie wie jak długo jeszcze będzie w Londynie, bo przyjeżdżając tutaj, wcale nie planowała pobytu, dlatego chce wykorzystać każdą chwilę, aby chłonąć, oglądać, cieszyć się. W tym „nie wiem jak długo” zawiera się też cała moja motywacja, i to nie tylko do zdobywania Londynu.

Oglądam „Krótki film o miłości”, zachwycam się niezwykłą estetyką niektórych scen: samobójcze, przeciągnięte nieco oczekiwanie aż w misce z wodą pojawi się krew z podciętych żył i zacznie raptownie zmieniać kolor, albo czerwone tło – Wong Kar Wai mógłby się tylko z tego uczyć – w momencie, gdy chłopak mówi kobiecie, że ją kocha. Potem myślę o uniwersalności dekalogu, nie po raz pierwszy, trochę żałuję, że jest wpisany w katolicki paradygmat, przez to staje się odrażający, a przecież zasady dotyczące człowieka i jego relacji z innymi ludźmi są jak najbardziej słuszne.

Pamiętam. „Ani żadnej rzeczy, która jego jest”. Pamiętam!

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

O kawie

2 Comments 23 November 2009

To niesamowite móc obserwować, jak całkowite zagubienie w momencie, gdy robimy coś po raz pierwszy, zamienia się w coraz większą pewność przy kolejnych próbach. Nie wiedziałem nic o rodzajach kaw, nie miałem pojęcia jak się je robi ani czym się różnią. Teraz nabieram coraz większej pewności.

Ile uwagi trzeba poświęcić mleku, aby dodane do kawy uczyniło z niej prawdziwą rozkosz. Dotykam ręką metalowego kubka, sprawdzam temperaturę, jakbym badał, czy ktoś ma gorączkę. Tu jednak zasada jest odwrotna – zimno jest niedopuszczalne. Po całym dniu pracy moja dłoń jest nabrzmiała od gorąca.
Caffee Amercicano zajmuje najmniej czasu i najmniej wysiłku. Shot kawy, woda, czasami mleko, dziękuję. Lubię też Caffee Latte. Podgrzewam mleko, robię małą pianę, przelewam do kawy, gotowe. Capuccino potrzebuje uwagi. Skin milk wcale nie pieni się tak dobrze, a nawet jeśli już uda mi się zrobić pianę, przelanie jej do kawy bez nadmiernej ilości mleka wymaga wprawy. Na zakończenie i przypieczętowanie tryumfu posypuję całość czekoladą, przeciągam tę chwilę, bo sprawia mi najwięcej satysfakcji.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Pop life

Comments Off 22 November 2009

A więc Pop life. Pewnie jest wiele innych miejsc na świecie, w których ta wystawa nabiera dodatkowego znaczenia, jednak w Londynie, dla mnie, też jest dość przewrotna.
Zanim tam trafiam, zresztą niechcący i całkowicie za darmo (thanks Antonio), na 4. piętrze Tate Modern dość swobodnie wypróżniam się, jeszcze wtedy nie wiem, że moja kupa jest doskonałym początkiem pop life’u.
Wspólny mianownik tej całości jest bardzo długi, należałoby go zacząć od słowa sex. Dodałbym później trochę kolorów (róż, złoto), trochę błysku i blichtru, kilka znanych twarzy, które były i kolorowe, i błyszczące (Monroe, Jackson, aktor porno – nazwiska nie zapamiętałem, skupiając uwagę na czymś innym), wszystko to podane w formie fusion, bo pop life = intern life, zasadą nadrzędną jest to, że wszystko łączy się ze wszystkim. Warhol, którego tu sporo, byłby wniebowzięty, ale gdyby tak wpuścić tu Derridę, też by klaskał.
Large condom w posrebrzanym opakowaniu. Kirsten Dunst odgrywająca japońską sex lalkę. Napompowany srebrny królik-zając (nie potrafię ocenić czy w stylu playboy’a). Kolorowe portrety nazistów (why not?).
Kwintesencja Londynu – piękna powłoka.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Do pracy po pracy

1 Comment 20 November 2009

Jest 16:00. Kończę pracę, schodzę na poziom -1, gdzie mogę zmienić ubranie. W swoim czuję się swobodnie, nabieram pewności siebie, przypomina mi się, w jakim mieście jestem i co mogę tu zrobić. Kawiarnia jest nadal otwarta, aż do wieczora. Nie chcę wracać do domu. Biorę nasze wizytówki i wychodzę na ulicę. Na początku wydaje mi się, że najlepszymi klientami będą pracownicy banków, eleganccy, szykowni i zadufani. Szybko przekonuję się, że jestem dla nich osobą, która przeszkadza w dotarciu z pracy do domu. Odpędzają mnie ręką, jak żebraka. Wracam na chwilę do sklepu, zbieram siły i nagle przypominają mi się ci wszyscy energiczni ludzie z arabskich krajów, które odwiedzałem, wymachujący i krzyczący przed swoimi sklepami, zachęcając do odwiedzenia ich miejsc. Zaczynam zachowywać się tak jak oni. Jeszcze pół roku temu nie sądziłem, że mogę stać się zwykłym naganiaczem, mieć z tego świetną zabawę, a nawet satysfakcję. Teraz zaczepiam zagubionych turystów, albo zakłopotanych starszych mężczyzn, na twarzy których, wyczytuję „chcę pić”.
Kawiarnia zapełnia się ludźmi. Coraz bardziej otwarcie zachodzę ludziom drogę, czasami przepraszam, że przeszkadzam, czasami – kiedy widzę, że mam bardzo mało czasu – mówię wprost „vine for free”, jest to nie do przebicia.
Cheers.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Koniec z ignorancją

Comments Off 19 November 2009

Mawiał, że pewnych faktów nie da się ignorować, ale można je akceptować. Był zakłopotany za każdym razem, gdy czuł, że jego skóra pachnie tostowanymi kanapkami. I to nie tylko tymi, które lubił – łosoś wędzony i łosoś grillowany ze szparagami – ale także tymi z mortadelą, zwykłą parmą, kurczakiem z przyciasnej fermy, obrzydliwie cuchnącym blue cheese, bree lub mozzarellą. Jednocześnie wiedział, że to tylko zapach, zwracający być może uwagę w metrze jakiegoś Pakistańczyka, który poczuje konkurencję dla curry, ale tak naprawdę nic nie znaczy, jest zbywalny, poddaje się myciu, bo dotyczy tego, co zewnętrzne.
Nie potrafił zignorować tego, że ktoś powiedział mu, całkiem niedawno zresztą, „źle ci z oczu patrzy”, i uznał to za największą obelgę od czasów pamiętnego wykrzyknienia „ty humanisto!”. Nie przeoczył też zarzutu kolegi, który wyznał, że nie wierzy w pisane przezeń teksty, bo nie widzi tam prawdy i szczerości, tylko jakąś dziwną pozę, udawanie kogoś, za kogo chce być brany.
Nie mógł też zignorować sygnałów dawanych przez klientów codziennie. Czytał z zostawianych przez nich odpadków (ledwo nadgryzione kawałki pizzy lub wypita do połowy kawa), wyrazów twarzy, ruchów, gestów, słów wychodzących poza schematyczne thank you i cheers. Niektóre znaki miały podwójne znaczenie: puste kubki nie musiały być wcale oznaką tego, że kawa była wyśmienita, mogła być wypita w pośpiechu i w miejskim przymusie rozpoczynania dnia od kawy, w obawie przed pracowniczym strażnikiem, który jeśli nie wyczuwa kofeiny w oddechu, nie wpuszcza do szklanej bryły. Wiedział, że pod koniec dnia, uzupełniając napoje w lodówce, będzie musiał wstawić więcej coli diet niż tej normalnej i że tylko nieliczni zdecydowali się na czarną puszkę, która jemu kojarzyła się z ZSRR (do tej pory nie sprawdził, co zawiera).

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Problem z…

4 Comments 17 November 2009

Tokarczuk w wywiadzie dla “Polityki”: “…być Polakiem to znaczy mieć kłopot z polskością, z sobą samym, z całym krajem, historią. Począwszy od wielkich pisarzy, a skończywszy na drobnym robotniku i hydrauliku, który wyjechał do Londynu i już się czuje niewygodnie ze swoją polskością.”

Ona się dziwi, ja nie. Mamy, albo inaczej – mam problem z polskością, bo za zbyt wiele rzeczy muszę się wstydzić, i nie ma dla mnie nic nienaturalnego w tym odczuciu. Wstydzę się za konserwatyzm, idący daleko poza granice logiki (sam jestem quasi-konserwatystą, najpierw bardzo wyraźnie wyznaczam granice zachowań określanych jako konserwatywne, potem je przekraczam). Wstydzę się za nasz/swój pesymizm i brak pewności siebie, które są pewnie wyznaczone przez historyczny los “ofiar”, wszystkich Winkelriedów i Mesjaszów. Wstydzę się za intelektualną miałkość naszego narodu, bo zawsze mieliśmy (chcieliśmy mieć?) twardsze ręce niż głowy.

Gdy się wstydzę, nie wstydzę się za swoją “polskość”, tylko za to, co się z nią wiąże i co rzeczywiście powinno wywoływać wstyd. Nie jest to też niewygodne, a smutne. Mówiąc, że jestem z Polski, nie drżą mi ręce, nie łamie mi się głos, oczy nie łzawią. Zastanawiam się tylko wtedy, jaka jest pierwsza myśl o mnie tego, który dowiaduje się o kraju mojego pochodzenia. Bo przecież nie pojawią się w jego głowie nazwiska Koperników, Sobieskich, Miłoszów, Wałęsów. Raczej nie słyszał o tym, że jesteśmy po ludzku dobrzy dla innych (nawet jeśli kiedyś ścinaliśmy głowy), ani że zazwyczaj prawi i że umiemy się odwdzięczać tym, którzy nam pomagają. W głowie tego kogoś pojawia się albo pustka, albo niezbyt zgodne z rzeczywistością stereotypy. A jeśli miałby, przyparty do muru, wymienić w ciągu jednej sekundy jakieś jedno polskie dobro narodowe, zapewne powiedziałby “piękne kobiety”.

I tyle. Mam problem z polskością bez względu na to czy mieszkam w Londynie, czy w Warszawie. I wstydzę się pewnych rzeczy z polskością związanych. Nie wstydzę się tego powiedzieć.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Historia Miau

3 Comments 16 November 2009

Zazwyczaj jedzą w pośpiechu. Albo proszą o brązowe papierowe torby, w których zanoszą jedzenie i picie na dwudzieste trzecie piętra, gubiąc okruchy pomiędzy czarnymi klawiszami komputerów. Patrzą nam na ręce, wcale nie z niepokoju o czystość, zjedliby nawet to, co upadło na ziemię, w tej rozgrywce liczy się tylko czas zdobycia pożywienia, patrzą więc nam na ręce z ciekawości, pozwalają oczom odpocząć od monitorów, kartek i liczb. Ci, którzy przyszli tu po raz pierwszy, po raz pierwszy dowiadują się dlaczego kanapki, które jedli przez całe życie, mogą być też ciepłe, dlaczego mleko w caffee latte jest spienione a gorąca czekolada gorąca. Zazwyczaj zapominają o tym zaraz po swoim lunchu, gdy na czterdziestym czwartym piętrze uzupełniają papier A4 w wielkiej drukarce, która po chwili wypluwa specjalnie dla nich tabele statystyczne.

Ale to tu, na dole, a nie na piętrach, dzieją się najważniejsze rzeczy, które pozwalają im przetrwać. Wyznaczona w środku dnia przerwa jest momentem wyczekiwanym, a gdy minie – wspominanym, dającym przyjemność i wytchnienie.

My name is Miau. And this is my story.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Mięso

Comments Off 15 November 2009

Rzeka była bardzo brudna. Szło się z prądem, w stronę Waterloo, choć nie ono było celem, nie było celu. Mijało się setki ludzi, słońce kusiło na tyle mocno, że wyszli z domów, biorąc pod pachy swoje liczne dzieci, liczne żony i mężów. Byli szczęśliwi, robili zdjęcia, zatrzymywali się przy showmanach, ich oczy błyszczały, głowy ruszały się w pośpiechu, słychać było brzęk pieniędzy.

Szło się dalej, patrząc na brudną wodę, nie działała na wyobraźnię, nie wywoływała żadnych refleksji. Przechodziło się przez most, próbując zapomnieć o tym, o czym nie chciało się myśleć. Czuło się jak słoń, metalowy most z każdym krokiem wydawał mocny dźwięk, był stabilny, wiedziało się, że drugi brzeg jest zbyt blisko, żeby nie móc przejść.

Szło się pod prąd. Nie zwracało się uwagi na nic. Miało się dosyć rozmów o niczym, uśmiechów z których nie wynikało żadne znaczenie, poklepywań po ramieniu, ślinienia się, charczenia i rzucania mięsem. Nie chciało się ani kupować mięsa, ani jeść mięsa, ani zapładniać mięsa.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Więcej

1 Comment 14 November 2009

Pszczoły zawsze wydawały mi się za mało cierpliwe. Dlatego nigdy ich nie lubiłem i nie lubiłem też miodu, owocu frywolnego latania, ślizgania się po powierzchni, niewierności konkretnym kwiatom, rozpasanej chorobliwej ciekawości nie idącej w głąb, a wszerz.

W Londynie “więcej” oznacza zazwyczaj zaspokajanie tej płytkiej ciekawości, powiększanie cyfr bez znajomości tego jak się łączą, poznawanie ludzi bez chęci dowiedzenia się o nich czegoś w i ę c e j oprócz imienia. To pozorne “więcej”, napompowane przez miasto z ogromnymi możliwościami i głodnych ludzi, którzy syndrom Fausta rozumieją w prosty sposób, przeraża mnie. Przerażają mnie relacje między ludźmi trwające jedną noc, przeraża brak potrzeby podsłuchiwania ludzi w metrze i brak rozmów (każdy zatyka szczelnie swoje uszy białymi słuchawkami iPhonów), przeraża brak czasu na coś innego niż praca (więcej pracy – więcej pieniędzy), przeraża brak psychologicznej głębi i przeraża pozorne szczęście wynikające z pozornego “mam więcej”.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Zaczyna się od…

3 Comments 12 November 2009

Zakładam koszulę, układam włosy (!), wychodzę z domu. Wysiadam na Liverpool Street i idę w stronę biurowców. Mijam kilka, starając się im nie przyglądać. Dochodzę do skrzyżowania z Brushfield Street, patrzę na rząd wystrojonych czarno-biało postaci stojących pod ścianą i palących papierosy. Pomiędzy skośnooką kobietą a czarnym mężczyzną wypatruję wolne miejsce, wypełniam rząd i jestem jednym z nich. Wyciągam papierosy, palę. Przez czas od brzegu papierosa aż do filtra, zaciągając się wyjątkowo mocno dymem, czuję się biurowo i korporacyjnie, czuję się człowiekiem sukcesu, pantofle, spinki w mankietach, paski krawata dobrane do pasków koszuli. Strzepuję popiół, przygniatam niedopałek butem i w porę robię krok do przodu, występuję z szeregu. Idę Brushfield Street, mijam na ławce ciemną parę: kobieta płacze dość głośno, mężczyzna powtarza “everything, everything”, a ja nie wiem czy nie ma nic więcej do powiedzenia, czy się zaciął, czy cała najważniejsza treść była już wypowiedziana czy dopiero będzie. Za około 50 metrów przechodzę przez drzwi włoskiej kawiarni. W łazience zdejmuję swoją koszulę i zakładam biały t-shirt, na głowę białą czapkę. Wychodzę z łazienki i zaczynam pierwszy dzień pracy.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Precyzja

Comments Off 10 November 2009

W mikrochirurgii chodzi o precyzję. Nauczenie się skomplikowanej mapy organizmu, koordynacja ruchów, zgranie wszystkich impulsów na linii oko-ręka, opanowanie trzymania narzędzi i patrzenia przez mikroskop, który całkowicie zmienia perspektywę. Zawęża pole widzenia do szczegółu, najistotniejszego w danym momencie. Tuż po oderwaniu wzroku od mikroskopu wraca się do naturalnej skali, jednak z dodatkową wiedzą i przykutą jeszcze przez chwilę do szczegółu pamięcią. Wytrenowana precyzja przydaje się w przyszłości, chociaż każdy przypadek wymaga innych zachowań, innych rozwiązań, innych dróg i innych wyjść.

Wiem już, które miejsca w Londynie wywołują we mnie niechęć i agresję, wiem które melancholię wynikającą ze wspomnień i wiem też dzięki którym będę się uśmiechał. Ta dziwna mapa pozwala mi manipulować swoim nastrojem, za każdym razem działa, miejski czynnik okazuje się dominujący, wszystko inne w tej grze się nie liczy.

Go to Brent Cross station, take the exit out, then come out and turn left and take the first left (Heathfield Gardens). Walk down and turn right into Heathert Gardens till you see a post box look right and you will see stairs, we are on the top.

Dobrze jest patrzeć na wszystko z góry, ale czasami się nie da. Czasami jest się w środku, albo na zewnątrz – ale ze złą perspektywą. Trzeba wtedy zmienić swoje położenie, poszukać innego miejsca, przemieścić się, uciec, albo uciec do przodu, być krok przed.

img_6694

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Krótko i zwięźle

1 Comment 08 November 2009

iPhone, urządzenie bez którego nie powinno pokazywać się w Londynie, a jeśli tak – wiadomo, że dopiero przyjechałeś, mieszkasz na obrzeżach miasta, masz kiepską pracę, robisz zakupy na wieczornych przecenach w Asdzie (czekolada za 27p) i prawdopodobnie pochodzisz z Bułgarii. iPhone pięknie prezentuje się w czarnych, żółtych, czerwonych, brązowych i białych dłoniach. Pasuje do garniturów, obcisłych jeansów, czarnych pantofli, kardiganów, szali, czapek i krótkich kurteczek.

Nie wiedzieć czemu dręczy mnie pytanie: czy pociągniecie za chustę muzułmańską kobietę znaczy tyle samo, co pociągniecie za łańcuszek z krzyżykiem chrześcijanina?

A dwa dni później, znajduję w kiosku to:

iphone

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Szukajcie, a znajdziecie!

2 Comments 07 November 2009

Wczoraj obijając się o ludzi na Oxford Street i na Soho, pomyślałem, że nie pasuję tutaj, że to nie jest moje miejsce, że chcę stąd uciec. Dziś poczułem coś innego. Londyn jest ogromny, wystarczy wybrać inną ścieżkę, inny square, inną kawiarnię. Można być u siebie na wiele sposobów.

Przez przypadek, jak zwykle, trafiam w znane miejsce. Borough Market przy London Bridge jest niezwykły. Pachnący, kolorowy, krzykliwy, pyszny. Maleshian Chicken Curry zjedzone w pośpiechu na krawężniku jest o wiele lepsze niż piękne kanapki z pobliskiej snobistycznej kawiarni Monmuth, do której stoi długa kolejka.

Od początku pobytu w Londynie rozglądałem się za śladami działań Banksy’ego i nic. A dziś wpadam na książkę “Banksy – location & travel”. Teraz już wiem, w których miejscach muszę być bardziej uważny, o!

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Looking around

1 Comment 05 November 2009

“Może”, słowo-klucz, wszystkich wypowiedzi i wszystkich myśli. “Może” należy do przyszłości, jest filtrem, przez który nie da się nie spojrzeć. To co pewne, zostało z tyłu, obejrzane, przeżyte i… niepowtarzalne.

Odnajduję d a w n e ślady i zadeptuję je. To nie profanacja, a psychoterapia włóczęgi. Brick Lane w środku tygodnia i nie w letnim sezonie prawie nie posiada uroku. Tylko pachnie, nie wygląda. Staram się rejestrować wszystko, powtarzać kroki, odnajdywać szczegóły. Restauracja, market, sklep z butami (w t e d y ich nie kupiłem, dzisiaj mnie kusiło, pewnie zrobię to następnym razem), bar z bajglami (bekon na śniadanie o godzinie 13 trochę mnie zmęczył), droga na flower market (wrócę tam w niedzielę). Ani razu nie wyjmuję aparatu z torby. Jest inaczej, dziwnie, męcząco. Uciekam.

Zagłębie bankowe jest irytujące; patrzę na białe kołnierzyki, prane przez matki, kochanki, żony, konkubiny, tym niezbyt urodziwym angielskim mężczyznom, którzy pławią się w swoich sukcesach, na brunch wychodzą do jakiegoś sieciowego baru kanapkowego, a potem do Starbucksa; garnitury ich są dopasowane, lśnią na słońcu i niewiarygodnie pasują do roześmianych twarzy.

Przyjemność sprawia mi patrzenie na eleganckich murzynów. Ile przeszkód pokonali oni i całe ich rodziny, wbrew historii, na przekór roli, jaką próbowano im narzucić. Teraz nic nie stoi na przeszkodzie, aby nosili szmatki od Gucciego, prezentując się w nich lepiej niż ci piegowaci, rudzi mężczyźni, którzy podniecają się tytułami lord i sir.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Numery

2 Comments 03 November 2009

Tego dnia odkrywam, do czego służy 30 stopni ciepła w londyńskim metrze. Gdy wsiadam przed południem do tuby, świecie słońce, myślę nawet o tym, że ubrałem się za ciepło. Za 20 minut wysiadam w innej części miasta, pada deszcz. Przypomina mi się zagadnienie zmienności klimatycznej.
Wchodzę do agencji pracy i od razu przepraszam za swoją “wilgoć”. Panie uśmiechają się jednak bardzo miło. Po 10 minutach od wyjścia z ich biura, dzwonią, bo właśnie umówiły mnie na interview. Mam półtorej godziny, aby przemieścić się do Intercontinentalu.

Wsiadam do metra cały mokry, kilkaset metrów wietrznych schodów ruchomych, w górę, w dół, w górę, potem ciepła tuba i nie ma na mnie ani kropli deszczu. Wychodzę pod samym hotelem, mam godzinę. Idę do najbliższej sieciowej kawiarni, w której nie istnieje podział na strefy prywatne. Wygląda to jakby wielka rodzina siedziała przy wielkim stole. Faceci obok mnie rozmawiają o podróży po Stanach Zjednoczonych. Pani w panterce, od momentu gdy przysiadła się do mojego małego stolika, wyciąga z torebki kolejne wizytówki i dzwoni. Para pod oknem całuje się tak, jakby co najmniej była w Paryżu lub Wenecji.
Patrzę przez okno na Green Park, słońce znowu w pełni. Czuję się jak na wakacjach, choć wiem, że nieprędko mnie czekają.

W piwnicy Intercontinentala, poziom -3, Svietlana przeprowadza ze mną rozmowę. Dużo pracy, ciężkiej pracy, potrzebny jest ktoś very fast. Uśmiecham się. Po krótkiej wymianie zdań informuje, że mój angielski jest ok, bo rozumiem co do mnie mówi. Odpłacam tym samym: your English is ok too, you understand me. Svietlana patrzy na mnie groźnie, nie spodobało jej się.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Zazdrość

1 Comment 31 October 2009

Za każdym razem, gdy bariera językowa daje o sobie znać, gdy sytuacja staje się męcząca ze względu na brak płynności angielskiego, gdy język nie tyle kłamie myślom, co nie jest w stanie ich przełożyć, w takich momentach myślę o tym, jak dobrze mają ludzie, dla których uniwersalny już w tym momencie język angielski jest pierwszym językiem, w którym zaczynają mówić “gaga”, a kończą na jakimś “artificial”.

I w tym samym momencie zazdrość zmienia się w dziwny rodzaj nienawiści, bo wydaje mi się, że ci anglojęzyczni szczęściarze wykorzystują swoją uprzywilejowaną pozycję, to, że ktoś nie zatrzymał biegu mimo falstartu, pozwolił na podkopanie zasad egalitaryzmu, że wykorzystują to w sposób niewystarczający, nie umieją zamienić tego na swój atut, jest to dla nich tak oczywiste, że nie wzbudza refleksji i nie prowadzi do satysfakcjonujących rezultatów.

Rzuty oka czyli londowanie na Londynie

Apokalipsa

3 Comments 29 October 2009

Trochę umyślnie zamiast szukać pracy błądziłem w uliczkach i wylądowałem w Tate Moderne. A tam Miroslaw Balka ze swoją przedziwną, genialną instalacją. Do przeogromnego metalowego kontenera wchodzą masy ludzi, czarne matki pchają pod górę wózki z dziećmi. W środku prawie całkowita ciemność, idzie się daleko, nie widać ściany kończącej, można w nią uderzyć. Pomyślałem, że tak kiedyś będzie wyglądał świat. Apokalipsa?


© 2012 RZUTY OKA. All rights reserved.

Powered by Blog.com